Gothic Roleplay


Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bandycka jazda

#1
[Obrazek: tr6.png]
Udałem się wraz ze swoimi towarzyszami do pobliskiej chaty myśliwego, która aktualnie należy do mojego człowieka - Thornwala. Na swej drodze napotkaliśmy przyjaznego nowicjusza, który akurat polował na zwierzynę w pobliskim lesie. Niedługo potem nastał mrok, więc zatrzymaliśmy się przy ciepłym ognisku, a towarzyszący nam szum i cisza była przyjemną odmianą w przeciwieństwie do hałasu i tłoku jaki panuje w Wolnym Obozie. Rozmowom nie było końca, mój przyjaciel Garold zajadał się mięsem, które zaoferował Geek. Próbowałem za wszelką cenę namówić nowicjusza, aby ten pomógł nam pozyskać recepturę bagienego ziela, albo przynajmniej udzielić informacji w jaki sposób najlepiej je hodować, ale najwyraźniej się na tym nie znał. Jednak owa sielanka nie mogła trwać wiecznie, nie mogliśmy zapomnieć przecież, że  znajdujemy się obok lasu z którego w późniejszym czasie wyłoniła się dwójka kretoszczurów, a finalnie udało nam się z nimi uporać. Nastał ranek, mogliśmy już odetchnąć z ulgą i wrócić do obozu.

[Obrazek: tr5.png]
Kiedy przekroczyliśmy bramę obozu nasza grupa się rozdzieliła, a ja nadal byłem głodny. Moim oczom ukazał się rybak, który aktualnie zabierał się za polów, więc to była moja okazja. Finalnie odkupiłem od niego kilka ryb, które były całkiem dobre, ale mniejsza. Rexxaris wyciągnął zniszczoną torbę, złapał za szmatkę i rozwinął ją na drewnianym podeście, ku moim oczom ukazał się kawałek czarnej rudy, innych mniejszych odłamków kwarcu czy czegoś innego. Poinformował mnie, że jeżeli chcę to może załatwić mi stałe zaopatrzenie, ale zastanawiałem się skąd taki ktoś jak on, może zdobyć tego aż tyle. Jak się później okazało kupywał spore ilości materiałów, a poźniej sprzedawał je mnie, ale cena i tak była atrakcyjna. Wracając odrazu pomyślałem sobie, że kuźnia potrzebuje wystarczających zapasów, a jak narazie nie mamy tego zbyt wiele. Finalnie udało mi się go przekonać, razem udaliśmy się do kuźni, a tam Jagger - kowal z mojej kuźni ubił z nim interes, dzięki czemu mamy aktualnie dość sporo surowców.

[Obrazek: tr7.png]Dołączyłem do turnieju, wpisowe wynosiło tylko jedną bryłkę. Widziałem tam kilka kopaczy, którzy nawet nie wiedzieli jak machać mieczem, ani do czego on służy, ale jakimś cudem się tam znaleźli, bo przecież jedna bryłka rudy to śmieszna cena. Znajdowaliśmy się na dole areny, w specjalnych pomieszczeniach, mieliśmy czas na przygotowanie. Był tam ze mną Herold, również zapisał się na owe wydarzenie. Skoro było trochę czasu do mojej walki, a zarządca wywoływał pierwsze osoby to postanowiłem trochę potrenować. Nadeszła moja kolej, tym razem zostało wywołane moje imię, więc wyszedłem na arene, zerkając co jakiś czas na moich kompanów, którzy obserwowali mnie wysoko nade mną. Pierwsza walka była dość prosta, zresztą koleś potykał się o własne nogi, to nie była trudna walka.Stopniowo toczyłem coraz bardziej zacięte pojedynki, a tłum skandował imię, dzięki czemu miałem jeszcze większą motywacje do działania. Zanim się obejrzałem została nas tylko trójka. Walka z Andre nie należała do najłatwiejszych, ale finalnie udało mi się go powalić. Nie wiem jakim cudem, ale w finale znalazł się również kopacz, niestety wystarczyło kilka moich ciosów, a biedny już leżał poharatany na Ziemi. Tak oto zostałem nowym mistrzem areny, a nagroda wynosiła zaledwie pięćdziesiąt bryłek rudy, które wydawały się dla mnie niepotrzebne. Tłumy skandujące moje imię i szacunek to było coś. Na dodatek mogłem popijać tyle ryżówki ile chciałem.

[Obrazek: tr8.png]
Kolejny dzień, kolejna nowa poznana osoba. Zaczne od początku. Ruszyłem w stronę kopalni, w połowie drogi napotkałem śmiesznego karzełka, z jeszcze śmieszniejszym głosem. Początkowo zapytał się gdzie może dostać narzędzie pracy - kilof. Oczywiście jak się później okazało był nieporadny, a do tego nie miał ani bryłki przy sobie. Skoro był nowy to zaoferowałem mu układ, wyłożyłem dwadzieścia bryłek na narzędzia, on wzamian miał mi odpalić jedynie sześćdziesiąt procent swoich zysków. Koleś bez żadnych perspektyw otrzymał darmowy kilof i możliwość zarobienia na siebie i na swoje żarcie, według mnie słusznie postąpił. Finalnie pokazałem mu kilka okolicznych terenów, obóz oraz miejsce swojej pracy - kocioł.

[Obrazek: tr9.png]
Zaginął kurier magów, który miał odnaleźć kamienne tabliczki. Wraz ze swoimi towarzyszami zaplanowałem wyprawę, zawsze kilka bryłek się przyda. Thornwal dopiero co wrócił z wyprawy, więc nie miał zbyt wielu strzał, a zatem ruszył je natychmiast uzupełnić. Ja wraz z Kralnor'em zabrałem się za przygotowanie prowiantu i bandaży. Kiedy wszystko było gotowe wyruszyliśmy o świcie w kierunku gór. Początkowo trafiliśmy do krypty w której jedyne co zastaliśmy to jakiś dziwny kamień, kilka ludzkich kości i jakieś zgniłe zwłoki, a przerażające dźwięki przyprawiały nas o gęsią skórkę. Finalnie kiedy opuściliśmy kryptę mogliśmy odetchnął, bo sytuacja się rozluźniła, a my ruszyliśmy dalej. Podczas przeszukiwania starego, opuszczonego domku niedaleko Nowego Obozu jeden z moich towarzyszy zauważył, że na skarpie znajduje się jeden szkodnik, oraz dwóch towarzyszących mu Cieni, którzy najwyraźniej nie mieli przyjaznych intencjii. Chwile przesiedzieliśmy w krzakach, ruszyliśmy dopiero w ich stronę, kiedy dwóch cieni obsuneło się na ziemie. Wdrapaliśmy się na skarpe, a po dłuższym dialogu Howk - bo tak nazywał się szkodnik zszedł na dół w poszukiwaniu reszty rzeczy. Odrąbałem obojgu głowę, chciałem poinformować Laresa o całym zajściu, ale najwyraźniej on był szybszy.

Trenon (ID: 135)
Odpowiedz

#2
[Obrazek: d8.png]
Nastał zmrok, wraz z moim kompanem - Heroldem wracałem co dopiero z kuźni. Mineło już kilka dni odkąd podarowałem Malikowi narzędzia do pracy, a ten skurwiel dalej się nie pokazuje. Nasza dwójka udała się w stronę kopalni powolnym krokiem. Widziałem wcześniej jak udał się do kotła, a skoro wcześniej czy później musiał wrócić tą drogą, to zaczekaliśmy w tunelu. Chwile potem zaczeło lać, ale na szczęście nie musieliśmy się tym przejmować, byliśmy przecież bezpiecznie schronieni. Pogoda nie ustępowała, dezscz był coraz mocniejszy, a my byliśmy kompletnie znudzeni czekaniem. Wyszło słońce, deszcz przestał padać, a Malika nie było widać. Doszedłem do wniosku, że przecież nie będę czekać całego dnia za jakimś głupim kopaczem. Zawróciliśmy się, a następnym przystankiem była kuźnia.  Natknełem się tam na Raekwon'a, czarnuch jest głupi, ale za to jaki posłuszny. Początkowo był zwykłym kopaczem, tak jak Malik. Odpalał mi sześćdziesiat procent z każdej wizyty w kopalni. Myślę jednak, że pobyt w koloni karnej drastycznie go zmienił, bo nauczył się tutejszych zasad, tak samo zachowań. Ostatecznie nie musi już chodzić do kopalni, zleciłem mu kilka mniejszych robótek do wykonania, a on jak zawsze chętnie się ich podjął.


[Obrazek: da7.png]

Spędzaliśmy wolny czas niedaleko głównego wyjścia z Nowego Obozu. Podczas naszych głośnych rozmów bramę przekroczył Virk - ten sam koleś, którego kilka dni pokonałem na arenie w finałowym starciu, ale nie o tym tutaj. Koleś ledwo wszedł do obozu, a już padł nieprzytomny na ziemie. Był ciężko ranny, cały poharatany i zakrwawiony. Biedaczysko został zaatakowany przez grupę ścierwojadów, a jakimś cudem udało mu się dotrzeć do obozu. Nie było czasu na dyskusje, koleś był w takim ciężkim stanie, że musieliśmy od razu się nim zająć. Ja złapałem za nogi, Kralnor za ręce i unieśliśmy go do góry, a następnie przenieśliśmy do chaty Raekwon'a. Chłopacy zajeli się nim we dwójkę, ja poszedłem szukać cyrulika, ale najwidoczniej żadnego nie było aktualnie w obozie, albo po prostu żadnego nie znalazłem. Wparowałem do karczmy, zapytałem się tutejszych czy go znają. Dwójka jego kumpli początkowo nie mogła uwierzyć że jest w takim stanie, ale po dłuższej rozmowie uwierzyli mi na słowo. Zaprowadziłem ich do chaty znajdującej się w jaskini. Tam moi towarzysze walczyli o jego życie, zabandażowali jego rany, czarny ekspert posmarował jego ciało czymś dziwnym, nie wnikałem co to było. Później ocknął się, daliśmy mu kilka łyków ryżówki, mam nadzieję, że to pomogło uśmierzyć jego ból. Ostatecznie przenieśliśmy go do jego chaty, którą wskazał gość z pociętym ryjem, wyglądał naprawdę dziwnie. Zajmie mu to przynajmniej trzy dni, zanim będzie mógł normalnie chodzić.
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

Forum software by © MyBB 1.8.20 Theme © iAndrew 2016