Gothic Roleplay


Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Halfbrick

#1
  Początek... każda historia ma jakiś początek. Jedna wychyła niczym zgroza z woniejących zgnilizną kanałów, druga skrada się cichcem między ciasnymi uliczkami portów parną letnią nocą, jeszcze inna rozsiada się wygodnie pośród tronów ze skór wargów, orczych toporów, gór złota i czaszek czy z czego tam komu fantazja podyktuje. Każda z nich ma swój urok- nie jest on przecież jakąś fizyczną materią. Istnieje tak długo, jak długo istnieją umysły zdolne go dostrzec- bez tych zaś historie w zasadzie w ogóle by nie przetrwały. Owszem owszem, księgi księgami lecz historia przekazywana z ust do ust żyje własnym życiem- co jest przeciwieństwem życia natomiast chyba wszyscy wiemy. Śmierć opowieści w pamięci ludzkiej to koniec pewnego etapu...


.

.

.

Cholera.

Miałem pisać o początku i znów zawędrowałem jakimś sposobem na koniec. Niezwykłe osiągnięcie biorąc pod uwagę że ów jeszcze nie zaistniał ani nawet nie zaświtał na horyzoncie.... W każdym razie początek tej historii jest dość skromny i lubujący się w prostocie i ubóstwie, w przeciwieństwie do jej głównego bohatera.








 - A niechszz was fszystkich behhhliar stszeeeliii...

Adresatów nic nie strzeliło, natomiast jeden z nich zdecydował się przywalić nadawcy w mordę. Ów prędko w ten sposób ocucony rozejrzał się coby ustalić gdzie w zasadzie się znajduje... i w sumie to nie bardzo wiedział. Wiedział tylko że bolał go łeb.

-Psz.. hic...rzepraszam bardzo, gdzie ja jeszteem?

Chyba - jak uznał- już bez wyraźnego powodu znowu dostał w mordę, więc postanowił z tym nie polemizować i po prostu przeczołgał się po wystarczająco czystej posadzce na której się obecnie znalazł ku temu, co akurat najbardziej w okolicy zdało się przypominać podmuch świeżego powietrza. Niczym topielec wiedziony instynktem tarła (to dziwny gatunek, nie każcie mi tłumaczyć) dotarł wkrótce do drzwi wejściowych karczmy... karczmy? Oberży? W każdym razie jakiegoś miejsca które teraz tylko podświadomie podejrzewał o sprzedaż taniego alkoholu i jakiejś podłej strawy. Nooo i jeszcze o brak sielskiej, niemalże rodzinnej atmosfery którą zasugerował mu właśnie obrzydliwie jaskrawożółty i dyndający gdzieś nad jego obolałą głową szyld.

#Człowieku, możesz w końcu ruszyć stąd rzyć? Klientów nam straszysz.

-Powiedział bym, że *hic* raaaczej dodaję tu cusik uroku.

#Chcesz żebym ci przysolił?

-Jaaaasz nie kupujsze żadnej szoli! Jaaaa to biedny szłooowiek jesztem.

# ... dobra, masz chędożony dziadzie borowy i spadaj stąd.

 W tym momencie kosmaty gospodarz ofiarował mu dobrotliwie wiadro wody w twarz, na szczęście bez samego wiadra. Po takim prysznicu brodaty i wąsaty osobnik zwany "człowiekiem" zdołał nerwowo wstać, otrząsnąć się troszkę i odruchowo ruszyć wzdłuż ulicy (zaskakująco z resztą ruchliwej jak na tak wczesną porę dnia). Zewsząd kusiły stragany i straganiki ze "świeżymi" warzywami, "magicznymi" amuletami oraz mieszanką złożoną z lukrecjopodobnych pałeczek oraz -o ile mgliście sobie przypominał- zaskakująco słonych taką słonością morza orzeszków skalnych.  Swojskie aromaty zalegające na tym rozciągniętym wzdłuż ulicy, dzikim dzikością slumsów ryneczku przyportowym działały kojąco na nieco skołatane nerwy bohatera tej powiastki. Wcale nie mówię tu tylko o wszechobecnej nucie gnoju- raczej o zapachu tanich przypraw, rybnych straganów, prymitywnych garkuchni i tego wszystkiego, co leżało wryte głęboko w jego sponiewieraną duszyczkę.

Teraz pamiętał- był kucharzem.
Zwał się Halfbrick.

I stracił właśnie swoją robótkę w tej samej mizernej kuchni, w której postanowił się z tego powodu pierwszy raz w swoim wcale nie krótkim już życiu schlać z żałości. Dlaczego go wyrzucili? Nie wiedział. Pracownikiem był bowiem jak na tutejsze standardy prawie znakomitym. Targować się o towary na ryneczku dobrze umiał, gotował całkiem smacznie a jak smętno było to i gościom próbował coś miłego zabrzdąkać na instrumencie typu "chyba lutnia" którą jakiś pechowy bard zapłacił kiedyś za obiadek. Od dzieciaka chciał w życiu do czegoś dojść- mianowicie do codziennego ciepłego posiłku i niezbyt dziurawego dachu nad głową, co wydaje się całkiem ambitne biorąc pod uwagę w jakich warunkach dorastał. Teraz-  jak się okazało - utracił nie tylko to, ale też przepite skromne oszczędności (co smętnie stwierdził szukając mamony po wytartych kieszeniach swego równie wytartego płaszcza). Parędziesiąt jałowych chwil później znajoma i niemalże przyjazna twarz pojawiająca się na horyzoncie przygnała pierwszy od dawna cień uśmiechu na jego smutną mordkę.

-Kadziuch... dobrze cię tu widzieć, baryło. 

-A z tobą co? Wyglądasz, jakby cię przejechało stado wąsatych kretoszczurów czy ki pierun.

- I tak się czuję. Wywalili mnie z "Cieknącego kotła".

-Coś wywinąłeś?

-No właśnie chyba nic  . . . *chwila pomyślunku*. . . ajjj tam szkoda gadać. A ty jak sobie radzisz w życiu, bratku?

-Dalej biję mordy za mamonę, jakoś leci, akurat mord do bicia jest tutaj pod dostaatkiem no i przyjemne z pożytecznym. Ładna dziś pogoda nie?

-Tak tak, pogoda...  *zerknął na swoje mięśnie i westchnął smutno, po czym jego twarz bardzo powoli nabrała wyrazu delikatnego szaleństwa które doświadczony kapłan zapewne jakoś mądrze by opisał*  A słyszałeś waść plotki o burmistrzu Haroldzie?

-Nie. Jakie znowu plotki?

-Podobno je kupę.





 

 Po pewnym czasie od tego wydarzenia naszego nieśmiesznego śmieszka zgarnęła straż miejska za celową obrazę uczuć estetycznych połączonych z obrazą majestatu w miejscu publicznym. Ten pozorny atak głupoty z jego strony był jednak - o dziwo-  dowodem strasznie pokrętnego sprytu. Kraść nie umiał i rychło ucięliby mu za to łapy, czego nieraz był świadkiem. Przez ceny produktów w stosunku do wartości robocizny opłacalnej pracy w portowej gastronomi znaleźć było już niemożliwość bez zdolności przemiany błota w jadalne błoto- najlepiej o smaku pistacjowym. Na szlaku by nie zdechł może z głodu, ale prędzej czy później coś by go tam zarżnęło jako że machać to mógł nie orężem lecz co najwyżej bandziorom na do widzenia jak przed nimi spierdzielał. A tak? Przesiedzi parę tygodni w prawie suchym i wystarczająco ciepłym miejscu, podje jakiejś obrzydliwej brei (która wszakże będzie ciepłym jedzeniem!... przypuszczalnie ciepłym jedzeniem... no jakimś jedzeniem zapewne) i może coś w tym czasie wymyśli. Jakież było jego zdziwienie, kiedy dowiedział się że 

"...wkrótce każdy przestępca, niezależnie od przestępstwa jakie popełnił, zmuszany był do pracy w kopalniach rudy w Khorinis...

 -dublaż Tomasz Marzecki


 
I tym oto sposobem, po wielu perypetiach- głównie cholernie długiej morskiej podróży, gdyż wspomniane w tej historyi miasto portowe wcale nie było zwane "Khorinis"(co śmielsze legendy głoszą iż możliwe jest pochodzenie z ubogiej dzielnicy portowej miasta z uniwersum Gothica które nie nosi takiej nazwy, ludzie zawsze gadają)- nasz nieszczęśliwy Halfbrick trafił wreszcie pod magiczną barierę. 

Ponadto w zasadzie to nawet szczęśnik z niego, gdyż niedoszacował sobie wielkości kary za celową obrazę uczuć estetycznych połączonych z obrazą majestatu SZANOWNEGO PANA BURMISTRZA HAROLDA w miejscu publicznym. Plan opracowany w pół godziny które mu wtedy zostały przed realną walką o każdy kęs suchej pietruszki musiał mieć jakieś wady.







-Ależ Marcelindzie, co się działo między rozmową z Kadziuchem a aresztowaniem Halfbricka?
-A jak pan Innos powiedział?
-Tak jak pan Innos powiedział.
-A jak pan Innos powiedział?
-Tak jak pan Innos powiedział.
-A jak pan Innos powiedział?
-Tak jak pan Innos powiedział.
-A jak pan Innos powiedział?
-Tak jak pan Innos powiedział.
-A jak pan Innos powiedział?
-Tak jak pan Innos powiedział.
-A jak pan Innos powiedział?
-Nie wiem.
-Ja także nie wiem, a Halfbrick zapewne siedział gdzieś smutny (albo i nie smutny, on po prostu lubi sobie czasem posiedzieć) lub być może próbował sprzedawać dzieciarni przypadkowe błyszczące kamienie za standardowe jedzonko bezrobotnej biedoty czyli mlecze z bruku z omastą muszą.

A co robił podczas swej morskiej podróży i po trafieniu za barierę- no cóż, to jest już opowieść na zupełnie inny czas...
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

Forum software by © MyBB 1.8.20 Theme © iAndrew 2016